Przeczytane – „Wstrętni szefowie”

Książka nie jest warta 24 złotych, które za nie chce wydawca, a których zresztą za nią nie dałem (bo pożyczona), więc streszczam ku ogólnemu pożytkowi:

1. Autor uważa, a ja się z nim częściowo zgadzam, że wredni szefowie są w znacznej mierze produktem systemu korporacyjnego. Korporacja jest odpowiednikiem człowieka pozbawionego poczytalności. Niczym zwierzę, w swoim działaniu kieruje się prostymi instynktami, takimi jak maksymalizacja zysku czy unikanie publicznej kompromitacji. Człowiek tak funkcjonujący byłby nazwany psychopatą i uznany za niepełnosprawnego. Korporacje są psychopatyczne systemowo.

2. Autor twierdzi, a ja się z nim zgadzam, że każdy jest w pełni odpowiedzialny za siebie i wszystko, co się z nim dzieje. Poczynić tu należy rozróżnienie między odpowiedzialnością a winą – nie jestem winny tego, że zachorowałem, ale jestem odpowiedzialny za to, żeby się wyleczyć.

2a. Tu uwaga od siebie na marginesie. Denerwują mnie ludzie, którym przydarza się coś przykrego i którzy się tym faktem zasłaniają przed oceną lub wręcz podpierają, tak jakby nieszczęście ich nobilitowało. Współczucie się, rzecz jasna, należy. Pomoc może być na miejscu. Ale to nie to, co ci się przydarza, świadczy o tobie, tylko to, co z tym potem zrobiłeś. Kiedy ktoś cię kopnie w tyłek, tak że nie będziesz mógł na nim usiąść przez tydzień, możesz zrobić jedną z dwóch rzeczy: albo uznać, że kopanie po tyłkach jest złe, albo też, że lepiej być kopiącym niż kopanym. Wybierając jedną z nich określasz siebie jako osobę, z którą chciałbym mieć do czynienia bądź nie. Sam fakt, że ktoś cię kopnął, jest drugorzędny.

3. Autor wymienia cztery główne sposoby na radzenie sobie z wrednymi szefami, które nie wydają mi się szczególnie odkrywcze:

– uprzejmość dla każdego, włącznie z szefem, zawsze i wszędzie;

– upór w dociekaniu przyczyn i celów, szczególnie w przypadku „anonimowych”, ogólnofirmowych zasad postępowania, którymi ktoś potem się zasłania;

– obnażanie metod działania szefa z zachowaniem dystansu do sytuacji (np. jeśli szef próbuje cię poniżyć, masz mu powiedzieć: „nieźle, prawie udało ci się mnie poniżyć”);

– czasami trzeba po prostu zmienić pracę.

Książka ma 160 stron, ale większość z tego to populistyczne czcze gadki. Polski przekład taki sobie, ale spodobało mi się, gdy autor wyjechał z plotkarskim argumentem z Hitlera i tłumaczka go za to wypunktowała.

Jako człowiek, który w ciągu siedmiu lat cztery razy odszedł z pracy mniejszym lub większym rabanem, bo go szef wpieniał, odnoszę wrażenie, że mógłbym napisać książkę na ten sam temat, tylko więcej, ciekawiej i bardziej praktycznie. W odróżnieniu od autora nie potrzebowałem w tym celu spędzić 15 lat na kierowniczych stanowiskach.

Wstrętni szefowie, Jay Carter, tłum. Katarzyna Rybak, Wydawnictwo Helion, 2007

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii recenzje i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Napisz, co myślisz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s