W czym gry komputerowe są lepsze od pornografii

Wygląda na to, że w niczym.

Nie chcesz widzieć tego obrazkaNa Gamasutrze można sobie przeczytać zabawnego flejma na temat Dead Space 2. Poszło o to, że w ramach promocji wydawca zaprosił graczy do zaprojektowania sekwencji widowiskowego zabijania przeciwników przez głównego bohatera. Dziennikarz uznał, że to nieodpowiedzialne, podczas gdy wielu czytelników nie widzi problemu.

Warto zwrócić uwagę, że większość czytelników Gamasutry to ludzie pracujący bądź aspirujący do pracy w „branży”.

Diabeł tkwi w szczegółach. Wydana w 2008 roku pierwsza część Dead Space to podręcznikowy przykład hype’u. Typowo jeszcze na etapie preprodukcji wydawca stara się ocenić potencjał kasowy danej gry. Jeśli prognoza jest dobra, to na mniej więcej rok przed premierą rusza maszynka do przekonywania ludzi, że tak! to będzie wspaniała zabawa. Działa to trochę na zasadzie samospełniającej się przepowiedni – im bardziej ludzie wierzą w dany produkt, tym bardziej go chwalą, więc bardziej w niego wierzą i tak dalej. Wysoka sprzedaż jest niemalże gwarantowana w pierwszym tygodniu-dwóch od premiery; potem już zaczyna liczyć się jakość.

W tym kontekście Dead Space się „nie sprzedała”, mimo że była widowiskowa i bardzo krwawa. To się zwykle spotyka z ciepłym przyjęciem; tutaj nie wyszło.

Grałem w Dead Space i jestem zdania, że to po prostu słaba rzecz: survival horror jak z książki kucharskiej, lecący po kolei przez wszystkie klisze. Fabuła pisana bardzo ciężką ręką, widoczki brzydkie, postacie nieciekawe, a pod tym wszystkim – jeden autentyczny atut, mianowicie system rozczłonkowywania wrogów. Całą grę konsekwentnie zaprojektowano dookoła urywania potworom kończyn, począwszy od tego, że owe potwory mają odpowiednio odstające kończyny, a skończywszy na tym, że większość broni to narzędzia do przecinania, a nie przebijania. Ta jedna rzecz mi się w grze podobała, bo była dość dobrze przemyślana, inna niż zwykle i wpływała na rozgrywkę w ciekawy sposób. Na same animacje ginących wrogów początkowo nie zwróciłem uwagi, bo to przecież survival horror. Ja tu nie jestem od urywania nóżek muszkom; ja tu jestem mrówką i ktoś na mnie czyha z lupą. Krew i flaki w horrorze są po to, żeby było strasznie.

Z czasem zaczęło mnie zastanawiać, że w animacje zgonów włożono aż tyle wysiłku. One są nie tylko krwawe, ale wręcz wyszukane, do przyglądania się. Taka animacja to dosyć kosztowna rzecz, tymczasem w Dead Space jest ich mnóstwo. Po co?

Cóż, naiwne pytanie. To nie jest wcale survival horror, tylko gra o urywaniu wrogom kończyn. Taki jest cel tej rozgrywki; reszta to listek figowy. Oczywiście wynikł skutek uboczny tego rodzaju, że powstała dość nudna gra z jednym fajnym mykiem, w dodatku wewnętrznie niespójna, bo klimat survival horroru nie pasuje do zabawy w małego sadystę.

Gdy Dead Space się nie sprzedała tak dobrze, jak się spodziewano, wydawca publicznie ogłosił, że to wina marketingu: po prostu wpakowali w promocję za mało kasy. Nie nakręcili hype’u. To, co się dzieje teraz, czyli konkurs na fajną sekwencję zabijania, jest logicznym następstwem: skoro tak obiecująca gra o wyrywaniu flaków się nie sprzedała, to do drugiej części trzeba dorzucić jeszcze więcej flaków i wesprzeć je większym hype’em. Na przykład wciągnąć fanów w promocję.

W tym miejscu przytomny dziennikarz się wzruszył, bo dotarło do niego, z czym tak naprawdę ma do czynienia: z zabawą w urywanie nóżek muszkom. I że wydawca swoim działaniem rozgłasza na cały świat: „drogie dzieci, zapraszam do udziału w urywaniu nóżek muszkom! Tak, dobrze słyszycie: nóżek muszkom! Kupa frajdy, mówię wam!”.

Część ludzi odpowiada na krytykę obroną świętego prawa do takich zabaw, podczas gdy innym brzmi to jak jeszcze jedna głupia awantura o przemoc w grach. Obie grupy mijają się z istotą rzeczy, bo raz, że nikt niczego nikomu nie zabrania, a dwa, że Dead Space nie jest typową zabawą w dzielnego, zwycięskiego bohatera. W większości gier zabijanie jest rzeczą bardzo umowną, niczym w podwórkowej zabawie w policjantów i złodziei. Dead Space idzie w innym kierunku – to jest symulator muszki i jej nóżek. Wynika z tego różnica jak, za przeproszeniem, między erotyką a pornografią. Namiętność, podobnie jak walka o przetrwanie, jest naturalną koleją rzeczy; ale podglądanie cudzego seksu i urywanie nóżek muszkom to już grzeszne przyjemności.

Ostatnia rzecz, jakiej bym sobie życzył, to żeby ktoś zabraniał ludziom tychże. Istnieją wszakże dwa ogólnie przyjęte poglądy, które wypada uwzględnić. Pierwszy jest taki, że grzeszne przyjemności nie powinny być jedynymi. Jeśli ktoś nie ogląda żadnych filmów poza porno, nie słucha innej muzyki niż disco polo, nie czyta nic poza brukowcami, to większość ludzi zgodzi się, że takie nawyki źle o nim świadczą. A jeśli ktoś przez całe życie nie zajmuje się niczym poza dostarczaniem ludziom grzesznych przyjemności, to może na tym zbić dużą kasę, może nawet być znakomity w tym, co robi, ale większość ludzi zgodzi się, że zabrakło mu ambicji. Im lepiej mu idzie, tym prędzej ktoś powie, że marnuje talent.

Druga norma społeczna mówi, że grzeszne przyjemności to obciach. Można dyskutować, czy to aby nie hipokryzja, ale fakt jest taki, że jeśli będziesz się obnosić ze swoimi muszkami, to ludzie nie będą cię szanować.

Póki co, gry komputerowe, te z głównego nurtu, z własnej woli podkładają się pod oba paragrafy. W każdym innym medium taki produkt jak Dead Space byłby traktowany jak osobna nisza. W niektórych przypadkach wydawca wstydziłby się do niego przyznać; być może wydałby go pod osobnym szyldem. W grach komputerowych takich rozróżnień się nie czyni i Dead Space nie jest tu nawet jakimś osobnym ani szczególnie wyszukanym wybrykiem. Z nowszych produkcji przychodzą na myśl Inferno, które dość ordynarnie masakruje Dantego i Bayonetta, która do porno nawiązuje całkiem dosłownie. Wszakże przynajmniej reżyser tej ostatniej dysponuje artystycznym alibi – od lat ciężko pracuje na reputację mistrza srożyzny.

Więc kiedy Brandon Sheffield pisze na Gamasutrze, że to jest nieodpowiedzialne, to ja się z nim zgadzam. To jest własnoręczne i dobrowolne zapędzanie się do getta. I bynajmniej nie jest to getto z napisem „obraza moralna”, tylko znacznie gorsze szufladki: „gówniarstwo”, „bezguście” i „bezmyślność”.

Pornografia jest nawet lepsza od takich gier, bo trafia w powszechny gust – każdy lubi dobry seks. A urywanie nóżek muszkom kręci tylko sadystów.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii tl;dr i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Napisz, co myślisz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s